Blog
Janke Post
Igor Janke
Igor Janke były dziennikarz
313 obserwujących 879 notek 3724594 odsłony
Igor Janke, 29 stycznia 2015 r.

Odeszła Barbara Sarapuk. Królowa podziemnego druku

Dziś zmarła Barbara  Sarapuk, wielka, cicha, skromna bohaterka naszej wolności, działaczka „Solidarności Walczącej”. Poniżej fragment mojej książki „Twierdza. Solidarność Walcząca. Podziemna armia.”, w której opisuję Jej losy.

„Łomot narastał. 14 grudnia 1981 roku o piątej nad ranem ZOMO wyłamało bramę wejściową do wrocławskiego Pafawagu. Weszli ławami. Rząd za rzędem. Barbara patrzyła na nich zafascynowana:
"Wyglądali jak szklany las. Bardzo plastycznie. Nie byłam w stanie już się bać. Szli na nas w hełmach, z tarczami, pałkami, mieli dziwne pistolety. To wyglądało nierealnie. Nie byli wcale agresywni. Kazali nam wejść do świetlicy. Powiedzieli, że kobiety mają stanąć pod ścianą."

Barbara Sarapuk, naukowiec i programistka z Akademii Ekonomicznej, stała w pierwszym szeregu, razem z robotnikami. Od sierpnia 1980 roku zajmowała się zbieraniem informacji dla Solidarności. W tym celu chodziła do Pafawagu. Poszła tam też 13 grudnia. Był wieczor, ciemno. Zobaczyła szpalery wojska, ktore otaczały zakład. Wzięła informacje z Komitetu Strajkowego i chciała wyjść. Odwrociła się, popatrzyła jeszcze raz na strajkujących robotnikow. „Oni patrzyli na nią. Zostawali w środku, w otoczonym przez wojsko zakładzie, a ona miała wrocić do domu. Nie mogła wyjść” wspomina. Szybko zawiozła informacje na uczelnię i w ostatniej chwili przed zamknięciem bramy zdążyła przyjść z powrotem. Została z robotnikami. Nad ranem była pacyfikacja.

Wszyscy wiedzieli, że za chwilę może się zacząć szturm ZOMO. W hali na dole zebrało się kilkuset ludzi. Po drugiej stronie ogrodzenia zomowcy rytmicznie uderzali pałkami w tarcze. Barbara stanęła blisko miejsca, ktorędy mieli wejść.

– Niech pani się schowa – powiedział do niej jakiś mężczyzna.

– Nie jestem nikim ważnym, przyszłam tu tylko robić tłok – odpowiedziała, nie ruszając się z miejsca.

– Niech pani idzie do tyłu.

– Co będę szła, nie zostawię was.

– Nie boi się pani?

– Boję się – odpowiedziała i stała dalej.

Po dwoch godzinach wszystkie kobiety wsadzono do autobusu z napisem „Wycieczka”. Zawieziono je do aresztu niedaleko Dworca Świebodzkiego. Kazano im się ustawić w rzędach. Na zewnątrz. Na mrozie. Większość z nich nie miała ciepłych ubrań. Kobiety stały i marzły. W pewnym momencie Barbara spojrzała w górę i zobaczyła spadające na plac jakieś szmaty. Jakby leciały z nieba, jedna po drugiej. Kolejny nierealny widok tego poranka. To pracownicy administracyjni otworzyli okno na drugim piętrze i zaczęli rzucać zmarzniętym kobietom ubrania. „Jak leciały te kurtki z gory, to mi serce urosło. Pomyślałam: "I tu są ludzie”. Po czterech godzinach wreszcie wpuszczono je do pomieszczeń w budynku. Plac opustoszał.

Wewnątrz budynku kobiety stały w kolejce do stolika, przy którym siedział mężczyzna w cywilu. Podsuwał im do podpisania „lojalki”. Blondynka stojąca przed Barbarą Sarapuk nie podpisała. Więc i ona nie podpisała. Następne też nie. Potem było przesłuchanie.

– Czemu pani była na strajku?

– Bo protestuję przeciwko stanowi wojennemu.

– A pani była w ogóle na strajku? – pytali, jakby chcieli jej pomóc.

– Pewnie, że byłam.

– Pani chyba nie chce stąd wyjść?

– Wie pan, ja się chyba boję wyjść. Tu jest ciepło, a tam leją armatki wodne. Słyszałam, że zamordowano kogoś na ulicy.

– Zapali pani?

– Nie.

– Przecież pani pali. Nie chce pani wziąć papierosa od nas?

– Nie, od was nie wezmę.

Kiedy przesłuchanie się skończyło i przechodziła obok drzwi, esbek powiedział:

– Proszę, niech pani wychodzi.

Wypuścili ją na wolność. Zatkało ją kompletnie. Prawdopodobnie SB zwolniła ją dzięki interwencji jej męża, który należał do partii i był dziekanem na uczelni. Człowieka, z którym właśnie się rozwiodła. Wrociła na uczelnię; wszyscy tam od rana wiedzieli, że została aresztowana. Koleżanka opowiedziała jej: „Od rana było wiadomo, że siedzisz, ale twój mąż przyszedł dopiero w południe i zaczęli z niego kpić: "Jak pan się czuje? Na czerwono?". On odpowiedział: "Na rożowo się czuję, nie na czerwono". Powiedzieli mu wtedy, że siedzisz. I wtedy zrobił się na czerwono”.

Niemal natychmiast zgłosili się do niej Leszek Wierzejski i Andrzej Oryński, którzy wówczas już wydawali podziemne „Wiadomości Bieżące”. Poprosili ją o pomoc. Włączyła się od razu do druku i kolportażu. Wkrotce stworzyła wielką sieć podziemnych drukarni i system szkoleń dla tych, ktorzy chcieli produkować podziemne gazetki.

Pierwszy wałek drukarski był bardzo ciężki. Podnoszenie go kosztowało ją dużo wysiłku. A trzeba go było ciągle podnosić i opuszczać, podnosić i opuszczać... Wtedy, w grudniu, robili ulotki. Poźniej Basia rozwoziła je samochodem i rozrzucała na mieście. Praca z tym wałkiem była bardzo trudna. Biegała potem po znajomych, rozdawała ulotki i wszędzie rozpowiadała, że potrzebny jest sprzęt do druku, a zwłaszcza dobry wałek. I w końcu pewien profesor zrobił jej wałek na łożyskach. „To był wałek - cudo. Potem zrobił jeszcze trzy takie wałki. Mogłam już sama drukować, bo wcześniej był mi potrzebny jeszcze ktoś do pomocy” – opowiada.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

prezes niezależnego think tanku Instytut Wolności, www.instytutwolnosci.pl, partner w firmie doradczej Bridge, współwłaściciel Salonu24.pl

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale