Blog
Janke Post
Igor Janke
Igor Janke były dziennikarz
312 obserwujących 876 notek 3712701 odsłon
Igor Janke, 16 października 2016 r.

Salon24.pl ma 10 lat. Opowieść Bogny i Igora

Dokładne 10 lat temu, w nocy z 15 na 16 października 2006 roku odpaliliśmy Salon24.pl. Wierzyć się nie chce. To było 10 burzliwych i fascynujących lat.

Zanim uruchomiliśmy Salon24.pl, Igor prowadził już swój blog na Onecie. Był to pierwszy blog publicystyczny w Polsce podpisywany nazwiskiem dziennikarza. Miał ogromną oglądalność i zastanawialiśmy się, co z tym zrobić. Radek Krawczyk, kolega ze studiów Igora, kierował wówczas redakcją Onetu.  To on wpadał na pomysł, aby stworzyć platformę blogową, na której dziennikarze i nie-dziennikarze pisaliby obok siebie. Takiego serwisu nie było nigdzie – ani w Polsce, ani na świecie. Inspiracją był The Huffington Post, ale ten portal nie był otwarty dla zwykłych użytkowników. W Polsce dotąd monopol na opinie mieli ludzie mediów. Salon24.pl miał to przełamać i publikować obok siebie teksty i komentarze „znanych” i „nieznanych”.

Igor podchwycił ten pomysł. Zapytał znajomych dziennikarzy, czy założyliby blogi w nowym, niezależnym serwisie. Salon24.pl w założeniu od początku miał być otwarty też dla amatorów i to stanowiło o jego odmienności. Latem 2006 roku Radek Krawczyk ciężko zachorował. Otarł się o śmierć. Start serwisu był zaplanowany na jesień. Radek doszedł do siebie i po koleżeńsku doradzał nam jeszcze z łóżka. Serwis tworzyli Bogna, jako pierwszy moderator i admin, i Igor odpowiadający ze treść. Po wielu miesiącach, kiedy Radek opuścił Onet, uznał, że warto dołączyć i został wspólnikiem w firmie, a potem jej szefem odpowiadającym za biznes. Zakładaliśmy, że przez pierwszy rok będziemy żyć bez reklam. I tak nikt nam wtedy by nie uwierzył, że warto w takim dziwnym serwisie się reklamować. Serwis stworzyliśmy i utrzymywaliśmy z własnych pieniędzy.

Początek był znakomity. Blogi założyli znani dziennikarze od prawa do lewa, ale i tłum zwykłych ludzi. Dziennikarze mieli frajdę, że mogli na gorąco czytać w komentarzach pod ich tekstami reakcje czytelników. To była zupełna nowość. „Zwykłym” autorom frajdę sprawiało to, że mogą niemal na żywo dyskutować ze znanymi dziennikarzami i publikować na równi z nimi. Dotychczasowi czytelnicy mainstreamowych mediów zobaczyli, że mają teraz własną przestrzeń do wyrażania swoich poglądów i że nie są w tych poglądach osamotnieni.

W pierwszym roku istnienia Salon24.pl moderacją i zarządzaniem serwisem zajmowała się tylko Bogna. Salon24.pl był dla niej jak trzecie dziecko. Nie miała wolnych weekendów czy świąt. Kiedy gdzieś wyjeżdżaliśmy, Bogna moderowała  Salon24.pl na parkingu, w restauracji albo z fotela pasażera. Wstawała od świątecznego stołu, aby zmienić stronę główną, sprawdzić zgłoszenia. Jesienią 2007 roku Radek Krawczyk przeprowadził się z Krakowa do Warszawy i przejął prowadzenie portalu i spółki.

W następnych latach Salon24.pl rozwijał się, choć rynek szybko zauważył potencjał w blogach i jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać podobne serwisy. Dziennikarze dużych mediów dostawali zakaz prowadzenia blogów poza macierzystą redakcją. Z Salon24.pl jedni odchodzili, ale w ich miejsce pojawiali się inni. Platforma stała się ważnym miejscem politycznych dyskusji. Przełamywała tabu, z rozmachem poszerzała przestrzeń swobodnej dyskusji. Salon24.pl przełamywał poprawność polityczną. W tych latach ciągle mocno dominował jeden przekaz i duża część Polaków nie odnajdywała swoich poglądów w dużych gazetach, stacjach radiowych i telewizyjnych. Zaczęli je sami wyrażać w Salonie24.

Wywoływało to ogromne emocje, gorące dyskusje, a czasem awantury. Myśmy musieli balansować – między niedopuszczaniem do chamstwa i agresji słownej a swobodą dyskusji.  Nieprzychylni krytycy z zewnątrz przeklejali nam niemiłe etykietki, a niektórzy bojowi blogerzy oskarżali nas o cenzurę. To balansowanie każdego dnia wymagało gigantycznej pracy i stalowych nerwów, odporności na zarzuty.

Blogerzy tryskali inwencją i pomysłami. Po katastrofie smoleńskiej powstała Biała Księga stworzona przez blogerów. Blogerzy organizowali akcje charytatywne i czasem spotykali się w różnych miejscach. Potem entuzjazm wygasał, niektórzy użytkownicy mieli ambicje założenia własnego, lepszego Salonu i tworzyli własne portale.  Niektóre z nich przetrwały, wiele się rozpadło.

Ciągle byliśmy pionierami, co przydawało nam chwały, ale biznesowo było bardzo trudne. Wtedy jeszcze biznes nie wierzył, że takie miejsca jak Salon24.pl są dobrym narzędziem marketingowym, a dominująca wówczas siła polityczna nie traktowała nas przyjaźnie, co powodowało, że ogłaszanie się u nas również było traktowane jako ryzykowne.

Po dwóch latach szalonego funkcjonowania Salon24.pl Igor opisał zjawisko blogowania w „Rzeczpospolitej” w długim tekście „Niezwykła szybkość bloga”.  Kilka tygodni później, na początku maja, na Onecie przeczytaliśmy, że fragment tego artykułu był tekstem maturalnym na egzaminie z języka polskiego we wszystkich polskich liceach. Co zabawne, nikt z Igorem tego nie uzgodnił, ani nawet go o tym nie powiadomił.  

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Uwaga! Zmieniliśmy sposób komentowania, ale nadal możesz przeczytać stare komentarze do tego wpisu.

Zobacz komentarze
NEWSY - TOP 5

O mnie

prezes niezależnego think tanku Instytut Wolności, www.instytutwolnosci.pl, partner w firmie doradczej Bridge, współwłaściciel Salonu24.pl

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale